Jesteś tutaj:

Przygoda z ZMW

            Najbliżej ze Związkiem Młodzieży Wiejskiej zetknęłam się na Uczelni. Byłam pierwszą absolwentką znanego w naszej organizacji Technikum Rachunkowości Rolnej z Marcinkowic k. Nowego Sącza, przyjętą na Uniwersytet Warszawski. 
            Na największych polskich uczelniach, tj. Uniwersytecie Warszawskim czy Jagiellońskim sprzyjano tej organizacji. I tak jest tam chyba nadal, nie mówiąc o SGGW. Bowiem polska elita intelektualna  bezbłędnie wyczuwa, że inwestując także tym sposobem w kapitał ludzki, jak to się dziś przyjęło określać, wyposażają swych wychowanków w drugi pożądany fakultet. A jest to nie byle jaki fakultet. To prawdziwe skrzydła uzbrojone praktyczną inteligencją, sprawdzoną w rozwiązywaniu różnych spraw, od inspiracji po konsekwentne dążenie do celu. Taki fakultet można zdobyć wszędzie, także  w najbardziej odległej wsi, gdzie porządnie pracuje ZMW.   
            My, młodzi gniewni, w pełni to wykorzystaliśmy. Byliśmy zazdrośnie postrzeganą przez inne skrótowce (ZMS, ZSP) organizacją młodzieżową. Imponowaliśmy tożsamością i koleżeństwem. Robiliśmy swoje. Nie wystarczał nam żywioł samorealizacji w murach Uczelni, więc wyjeżdżaliśmy w teren ku zaprzyjaźnionym kołom ZMW.  A w wakacje czy ferie podążaliśmy na obozy a nawet za granicę. Ja na przykład po czwartym roku zdobyłam jako nagrodę dwumiesięczną praktykę w firmie „Invest-Eksport” w Belgradzie na ul. Terazije 5, w - kwitnącej wówczas - Jugosławii. Mimo licznych późniejszych wojaży zagranicznych nic nie może się równać gościnnością, z jaką mnie tam przyjęto. 
            Przygoda z ZMW sprzyjała poznaniu wielu wspaniałych ludzi i ułatwiła mi start w zawodzie nauczyciela szkół średnich, a potem na różnych odpowiedzialnych stanowiskach. 
            W jakimś też stopniu przyczyniła się do spełnienia marzeń, gdyż poprzez współpracę z tygodnikiem „Zarzewie”, otrzymałam skierowanie na drugie studia, tym razem dziennikarskie, a po ich ukończeniu zostałam etatową dziennikarką Polskiej Agencji prasowej, współtworząc w najgorętszych latach transformacji pierwsze serwisy ekonomiczne dla powstającej gospodarki rynkowej. Ale to już było w dość spokojnym czasie po wyborach 4 czerwca 1989 roku. 
            Wcześniej zaś uczestniczyłam w reaktywowaniu ZMW w latach  1980-1981. Wraz z całą organizacją współorganizowałam 19 lutego 1981 roku Ogólnopolskie Spotkanie Dziewcząt, podczas którego jako pierwsze odtworzyłyśmy także formalną strukturę ZMW, czyli Krajową Radę Dziewcząt, której jakiś czas przewodniczyłam. Kąta na to spotkanie w Starej Prochowni na warszawskiej Starówce użyczyła nam doktor Maria Łopatkowa, która spędziła młodość w „żelaznych  kompaniach BCh”, a potem jako wspaniały pedagog wrosła w legendę ZMW. W 1981 była dyrektorką Państwowego Zespołu Ognisk Wychowawczych,   a niebawem twórczynią Komitetu Ochrony Praw Dziecka. Do dziś z pietyzmem przechowuję z Jej podpisem legitymację nr 9 członkini-współzałożycielki tej pożytecznej organizacji pozarządowej, pierwszej tego rodzaju w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. 
            W stanie wojennym jako sekretarz stołecznej organizacji, czyli jej etatowa szefowa, przemierzałam czym się dało: na piechotę, przygodną furmanką, takimże traktorem, autostopem i związkowym samochodem  wsie i gminy w promieniu 50 kilometrów od Warszawy. To wówczas podczas Święta Ludowego, które z rozmachem obchodziliśmy w Karczewie z miejscową i przyjezdną publicznością, otworzyliśmy nowoczesny ośrodek kultury, powstały siłami ZMW, gdy w rytm tańców Zespołu Artystycznego „Promni”, terkotały reporterskie magnetofony.
            Dziś tym bardziej warunki są inne. ZMW może obficie czerpać ze  skarbnicy dokonań pod warunkiem, że pozna rzetelnie historię Związku, zakorzenioną w „Wiciach”.  
            Dlatego młodym przyjaciołom z ZMW, poszukującym pomysłów na dziś i jutro, proponuję dokładną lekturę deklaracji ideowo-programowej ZMW, przyjętej podczas Krajowej Narady Młodzieży Wiejskiej w Warszawie 10-11 lutego 1957 roku.  Przyda się to, by uczynić wieś profesjonalną, obeznaną z internetem i doradztwem, dobrze skomunikowaną z ośrodkami nauki, kultury i sztuki w metropoliach, ale też samoistnie kultywującą tradycje ludowe, zadbaną, ze sportem, turystyką, agroturystyką, ale także książką i twórczą niecierpliwością za pan brat.
            Coraz bardziej zacierają się różnice między miastem a wsią. Dlatego formy działania trzeba odnieść do aktualnych oczekiwań, zapobiegając atomizacji wsi.
            Zdarza się bowiem, że jeżeli nawet formalnie młodzi ludzie pozostają na miejscu, to dom staje się li tylko sypialnią. Dotychczasowe tereny rolne przybierają zgoła inny charakter. Wyrastają nowe osiedla mieszkaniowe, betonowe, ogrodzone, w których przybysze są obcy dla siebie i dla dotychczasowej wiejskiej wspólnoty sąsiedzkiej. Pojawia się wieś wyzuta z folkloru i gwary. Zachowanie zatem kulturowych walorów wsi, w tym życzliwego, spolegliwego sąsiedztwa, jest podstawą polskiego przetrwania.  To wdzięczne pole do popisu ZMW dziś i jutro. Bowiem jak skrzydła postępu i cywilizacji, równie ważne są dla człowieka jego korzenie,  a gdzie ich szukać jak nie na polskiej wsi? Wszak nazwanie  naszej ojczyzny ma swój źródłosłów w słowie „pole”. Na tej podstawie powstawały zgrupowania osiedleńcze o nazwie „opola”, a następnie Polska. Zawsze więc warto nawiązywać do starych tradycji,  czego nie należy mylić z tradycjonalizmem. Tradycja to właśnie otwartość na dokładanie kolejnej cegiełki, pielęgnację folkloru, aktywny tryb życia, sprzyjanie temu, by młodzi ludzie bez oporów korzystali z osiągnięć nauki i techniki oraz stwarzanie okazji do integracji. Społecznikom w tej dziedzinie warto udzielić wsparcia, środków i pomocy tak moralnej jak       i duchowej w myśl sprawdzonego na sztandarach ZMW hasła: Ojczyźnie -  Wsi – Sobie.  
            O ile więc osią działań ZMW z lat 1957-1976 był ruch młodych rolników, sprzyjający emancypacji wsi polskiej bez zatracenia korzeni i tradycji ludowej (dzięki temu za jedynych gospodarzy wiejskich w Unii Europejskiej uważa się polskich rolników!), to dziś kluczem do sprawy jest młoda rodzina wiejska. Proponuję postawić ją w centrum zainteresowania obecnego ZMW. Polska XXI w. powinna być zarazem zasobna jak i dbająca o swoje tradycje, podobnie jak to czynią Niemcy czy jeszcze wyraziściej Francuzi.  
            W ślad za punktowymi inicjatywami warto pod tym kątem wypracować program dla całego Związku, kreując większą siłę w przenikaniu się inicjatyw i wysiłków w ścisłej wręcz współpracy ZMW-KGW-LZS-OSP. Pozwoli to na  umacnianie rodzinnych gospodarstw rolnych. Zachowanie ich pozycji społeczno-kulturowej, gwarantującej  ciągłość wartości i żywej sieci osadniczej jest polską strategią. A gdzież mogą się ostać trzy węgły wiejskiego domu, gdy zabraknie tam współczesnej gospodyni? Oczekuje ona od swego partnera tak   fachowych umiejętności rolniczych, otwartości na doradztwo czy pozyskiwanie środków unijnych, ale by także umiał zatańczyć, podzielić się refleksjami z lektury lub obejrzanego spektaklu, czy wreszcie potrafił dążyć do zgody na co dzień w rozwiązywaniu rodzinnych spraw. 
            Jest to tym bardziej ważne wobec tego, że w przyszłości większość ludzi zamieszkałych na wsi wyżyje z pracy poza rolnictwem, m. in. z turystyki i usług. Ale będą to na ogół małe firmy rodzinne. Od młodej rodziny wiejskiej trudno będzie więc ZMW uciec. Dedykuję obecnemu Związkowi wypracowany przez naszą organizację skuteczny i atrakcyjny program przygotowania do życia w rodzinie pod nazwą wszechnicy rodziny wiejskiej. Może ona  przybrać różne nazwy, adekwatne do potrzeb i zainteresowań. Bo im trudniej, tym większa satysfakcja z pokonania bariery. 
            Dziś organizując się, można użyć internetu (może portal społecznościowy ZMW?), lokalne i ogólnopolskie media, doradztwo zawodowe oraz wszelką pomoc w rozwiązywaniu różnych problemów. Warto podejmować wspólne przedsięwzięcia w środowiskach wiejskich  i małomiasteczkowych, dostrzegając w tym remedium na naprawę Rzeczypospolitej, która jest wszak sumą naszych Małych Ojczyzn, a te – jak zwykle - zaczynają się w Domu.

 

Kol. Elżbieta Wojtas-Ciborska